sobota, 8 grudnia 2012

rozdział 1.



*miesiąc później*

Siedzę sama przy stoliku. Wszyscy tańczą. Poznałam dużo nowych osób. Większość to Brytyjczycy więc przydały mi się te wszystkie dodatkowe godziny angielskiego na które wysyłali mnie rodzice. Sama aż się zdziwiłam, że tyle potrafię. Co prawda nie rozumiałam niektórych słów, ale to mi nie przeszkadzało. Podszedł do mnie właśnie jakiś młody przystojny chłopak. Rozmawiałam z nim przez chwilę i z tego co kojarzyłam miał na imię Phil.
- Zatańczysz? – zapytał.
- Z miłą chęcią. – odparłam, a on pociągnął mnie na parkiet. Wirowaliśmy na parkiecie w rytm muzyki. Przyznam się skromnie, że dobrze mi szło, a mój partner nie deptał mi po palcach jak poprzedni, więc to też ułatwiało mi sprawę. Gdy piosenka się skończyła podziękowałam Philowi i udałam się do stołu. Wesele odbywało się w najdroższym hotelu w Londynie. Moja kuzynka nieźle się ustawiła. Wyszła za jakiegoś przystojnego, bogatego mężczyznę z dobrego domu. Tylko jej pozazdrościć. O nocleg nie musieliśmy się martwić, gdyż każdy dostawał swój pokój. Rodzice ceniąc sobie moją prywatność załatwili mi swój pokój. Nie był może największych rozmiarów, ale miał to co trzeba, czyli wygodne łóżko, łazienkę, telewizor z kablówką. Tyle było mi potrzebne do przeżycia tych okropnych kilku dni. Byłam już strasznie zmęczona więc zabrałam torebkę i ruszyłam do windy. Nie byłam w niej sama. Stał w nich zakapturzony chłopak. Nagle poczułam szarpnięcie, usłyszałam trzask i winda się zatrzymała. Milczący dotąd chłopak zaczął panicznie krzyczeć.
- Aaaaaaa… Nie chcę umierać. Jestem taki młody!
- Hej! Spokojnie. Winda zaraz ruszy.
- Mam klaustrofobię. Boję się małych pomieszczeń. – wyznał, dalej nerwowo chodził po windzie. Właśnie w tej chwili ściągnął kaptur i ukazały mi się tak dobrze mi znane włosy, oczy, twarz… Utknęłam w windzie z nie kim innym jak Louisem Tomlinsonem. Śnię! Tak zdecydowanie to był sen. Nie zastanawiając uszczypnęłam się w rękę. Jęknęłam z bólu.
- Coś się stało?
- Sprawdzałam czy przypadkiem to nie jest sen.
- Proszę cię nie zacznij teraz piszczeć. – poprosił błagalnym tonem. – Jeszcze tego mi teraz brakuje.
- Spokojnie. Ale podpiszesz mi się na bluzce i zrobisz sobie ze mną fotkę. Moje przyjaciółki nie uwierzą, że jestem w windzie z 1/5 One Direction. Wiesz muszę się pochwalić światu. – powiedziałam sarkastycznym tonem i odwróciłam się do niego tyłem. Nigdy nie lubiłam gwiazd, które tak traktowały swoich fanów. Widziałam, że czasami mogą mieć dość ciągłych pytań, zdjęć, wywiadów, ale to był ich wybór. Oni sami wybrali sobie taką drogę w świetle reflektorów. Nikt ich do tego nie zmuszał.
- Przepraszam. Po prostu przechodzę teraz trudny okres.
- Tak ciekawe jaki. Masz mniej obserwujących na Twitterze? – zaśmiałam się.
- Nie. Zerwała ze mną dziewczyna. – powiedział półgłosem. Zrobiło mi się strasznie głupio. Potraktowałam go strasznie oschle.
- Nie wiedziałam.
- Nikt nie wie i wolałbym żeby na razie tak pozostało.
- Umiem dochować tajemnicy. – powiedziałam i usiadłam w rogu windy.
Louis poszedł w moje ślady. Siedziałam i nagle nie wiem dlaczego zaczęłam mu opowiadać o moim zawodzie miłosnym. Miałam do niego zaufanie.

Tuż przed rokiem mijała nasza rocznica. Umówiłam się z Kamilem w parku. Siedziałam na ławce czekając na niego. W końcu pojawił się z 30 minutowym opóźnieniem. Nie miałam mu tego za złe, mimo że czekałam na niego w deszczu. Nie chciałam psuć naszego święta.
- Chodźmy do jakieś knajpki. – zaproponował.
Ruszyliśmy długą krętą alejką. W końcu znaleźliśmy się w jakimś suchym miejscu. Zamówiliśmy herbatę i czekaliśmy w milczeniu na zamówienie. Kamil nie mogąc już wytrzymać powiedział:
- Muszę ci się do czegoś przyznać.
- Słucham. – obawiałam się najgorszego.
- Widzisz miesiąc temu poznałem pewną osobę. Myślałem, że to tylko przejściowe zauroczenie, ale się myliłem. Nie mogę już dłużej walczyć z tym uczuciem, nie mam już na to siły. Nawet nie wiesz jak trudno mi to mówić. Jesteś dla mnie kimś naprawdę ważnym, jesteś dla mnie jak siostra.
Serce nagle pękło na milion drobnych kawałków, łzy mimowolnie popłynęły po policzkach, a moje ciało odmówiło jakiegokolwiek posłuszeństwa. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Złość nagle się wzmogła po usłyszanych słowach:
- Możemy zostać przyjaciółmi?
- Przyjaciółmi?! Chyba sobie żartujesz?! Najpierw mnie zdradzasz, a teraz chcesz zostać przyjaciółmi?! Chyba sobie żartujesz?!
- Ale ja cię nie zdradziłem!
- Ale chciałeś i nie wypieraj się bo i tak ci nie uwierzę. Mam do ciebie jedną prośbę. ZNIKAJ Z MOJEGO ŻYCIA!
Wszyscy ludzie siedzący we wnętrzu kawiarni przypatrywali się naszej kłótni, ostatniej kłótni. Wiedziałam, że więcej nie zobaczę tego dupka. Poczułam wielką ulgę, ale też nie potrafiłam ukryć faktu, że cholernie będzie mi go brakować. Kochałam go.
No właśnie kochałam. Na samo wspomnienie popłynęły mi łzy smutku, ale i tęsknoty za tym idiotą. Minął już ponad rok od naszego rozstania.
Ciągle siedzieliśmy z Louisem w stojącej windzie. Nie zapowiadało się, że w najbliższym czasie coś się zmieni. Lou przysłuchiwał się moim zwierzeniom, nie przerywał, nie komentował był idealnym słuchaczem.
- Dziękuję ci bardzo za tą jakże pokrzepiającą historię. – zaśmiał się.
- Ależ nie ma za co.
- Fajnie wiedzieć, że nie jestem sam na świecie ze złamanym sercem.
- Polecam się na przyszłość.
- Mam nadzieję, że już nie będę potrzebował twojej pomocy, ale może podasz mi swój numer telefonu.
- No nie wiem. Skąd mam wiedzieć czy nie jesteś jakimś pedofilem.
- Wiesz co! Czy moja słodka buźka chociaż w najmniejszym stopniu przypomina ci pedofila?
- Tak. – zaśmiałam się.
- To powiedz mi w czym. – Lou udawał obrażonego.
- Wiesz te usta, brwi, oczy… - zaczęłam pokazywać palcem.
- Dobra już, przestań… - uśmiechnął się, a później wybuchnął śmiechem.
- Nie zamierzam. – powiedziałam i znowu zaczęłam – ten zarost… - nie skończyłam, bo Lou zakrył mi usta swoją dłonią.
- Już rozumiem.
- No dobra. – powiedziałam i usiadłam na swoje miejsce. Ciągle chciało mi się śmiać. Moje kąciki ust ciągle unosiły do góry mimo iż ciągle je powstrzymywałam.
- To nie jest śmieszne! – odezwał się Lou.
- Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać.
- Dobra już dawaj mi ten numer, bo ja zaraz zacznę się z ciebie śmiać.  
Wymieniliśmy się numerami i już po chwili winda ruszyła.
- Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. – powiedział Tommo.
- Też mam taką nadzieję, ale myślę, że nie w takich warunkach jak te. – wskazałam na windę, którą właśnie opuszczaliśmy.
- Zadzwonię jeszcze do ciebie.
- Będę czekać.
- Właśnie nie zapytałem cię. Jak długo tu jeszcze będziesz?
- Do końca tygodnia. – odparłam.
- Trzeba jakoś wykorzystać ten czas. Może juro o 11:00 będę czekał na ciebie w lobby?
- Ok. To do jutra. Wymyśl coś ciekawego! – zawołałam za nim.
- Postaram się.
Kiedy dotarłam do pokoju zmęczona opadłam na łóżko. Nawet się nie spostrzegłam, a już spałam słodko. 

********** 
Jest pierwszy rozdział. Nie miałam pomysłu jak Lou i Sandra mają się poznać, więc padło na windę. Komentujcie ; **

4 komentarze:

  1. Fajny rozdział. hihi Lou pedofilem. Nie mogę sobie tego wyobrazić.

    OdpowiedzUsuń
  2. *_________________________________* eryherhuydfgeargibsauigeirughurweihgiues *.* DAWAJ SZYBKO TEN NASTĘPNY!

    OdpowiedzUsuń
  3. całkiem niezły ;d lubię czytać twojego bloga. dawaj już następny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Jednym słowem bardzo mi się podoba. Scena w windzie bezcenna, to jak z sarkazmem Sandra oznajmiła, że niby jest jego fanką. :D Też chcę się z kimś zaciąć w windzie (chyba wiesz z kim xD), nie nazwałabym go wtedy pedofilem, jak to zrobiła bohaterka, co mnie bezgranicznie rozśmieszyło. Może wyznałabym mu coś, co mnie męczy już od jakiś 2 lat (o.O). Nie mam pojęcia. Dobra koniec już o mnie i moich 'problemach sercowych'! Z wielką, ale to wielką niecierpliwością czekam, aż dodasz nowy rozdział! Mam nadzieję, ze Louis i Sandra się umówią jak najszybciej na spotkanie. *_* Kurcze, kurcze, kurcze, kurcze! Dooodaj dzisiaj co? No dobra... możesz jutro... xD Z całego mojego serduszka, które jest z żelaza, życzę Ci jak najwięcej pomysłów oraz duuużooo weny. ♥

    Jestę Filozoffę.

    OdpowiedzUsuń

rozdziały