Cała noc
nie mogłam spać. Przewracałam się tylko z boku na bok. Ciągle myślałam o
Kamilu. Wciąż za nim tęskniłam. Rozum nie chciał go kochać, ale serce trwało
przy nim. Zranił mnie, a ja głupia ciągle o nim myślę. Nie było dnia, żeby moje
myśli nie krążyły wokół jednej tak dobrze znanej mi osoby. Przeżyłam z nim 365
wspaniałych dni, których nie chcę, nie potrafię wymazać z pamięci. Niektórzy
mówią, że miłość ta nieodwzajemniona jest najszczersza. Ale czy to ma sens
kochać wiedząc, że jest się niekochanym? Nie raz próbowałam o nim zapomnieć,
ale wspomnienia na to nie pozwalały. Były tak głęboko zakorzenione w moim
sercu, że nikt nie był w stanie się ich stamtąd pozbyć. Ciągle miałam nasze
zdjęcia w pudełku schowanym głęboko pod łóżkiem. Nie mogłam nigdy się przemóc w
wyrzucić całego tego badziewia. Nie potrafiłam się go pozbyć. Byłam od niego
uzależniona jak od morfiny. Nie chciałam pójść na odwyk, mimo iż wiedziałam, że
rujnuje on moje życie. Odrzucałam każdego zbliżającego się do mnie chłopaka.
Bałam się, że on również mnie zrani. Nie potrafiłam się pozbyć osoby, którą
kochałam… no właśnie kochałam, ale czy warto kochać osobę, która cię zraniła i
wciąż rani nie wiedząc o tym, nie chciała być blisko ciebie, dzielić z tobą
szczęście i smutki, czy wartko oddawać mu swoje serce raniąc je raz za razem,
gdy tylko przez moją głowę przebije się jego imię- Kamil. Ciągle o nim myśląc
popadłam w objęcia Morfeusza.
Obudził
mnie mój wibrujący telefon. Nie patrząc kto to rzuciłam go na drugi koniec
pokoju. Chciałam się tylko wyspać, a ktoś ciągle chciał się ze mną połączyć.
Nie wytrzymując wzięłam telefon do ręki i odebrała.
- Halo?
- Cześć to
ja Lou. Czeka na ciebie w lobby.
- CO? Która
jest godzina?
- 11:30, a
co?
- Zejdę za
15 minut.
-Czekam.
Ogarnęłam
się i szybko zeszłam na dół. Lou siedział na kanapie i głośno krzyczał do
telefonu:
- Harry!
Nie! Nie będzie mnie dzisiaj na próbie! I ty się jeszcze pytasz dlaczego?
Najpierw podrywasz moją dziewczynę, a potem zaciągasz ją do łóżka! Ty tylko
bawisz się dziewczynami, a ona się w tobie zakochała! Nigdy ci tego nie
wybaczę!
-….
- Tak
jasne… Ty kogoś kochasz?! Jak wrócę do domu twoich rzeczy ma już nie być razem
z tobą!
- Lou… -
zaczęłam, a z jego oczu popłynęły łzy smutku.
- Nawet nie
wiesz jak się czuję. – powiedział i przywarł całym swoim ciałem do mnie. Nie
zastanawiając się odwzajemniłam nagły okaz jego czułości. Staliśmy w lobby
wtuleni w swoje ciała, mimo iż znaliśmy się tak krótko. Nie miałam pojęcia co
nas tak do siebie ciągnęło. Nigdy nie miałam prawdziwego przyjaciela, nie pomijając Artura, ale jego nie mogę
nazwać swoim przyjacielem, zostawił mnie, wyjechał bez pożegnania i ślad po nim
zaginął.
Siedziałam w pokoju bawiąc rękoma. Miałam ubraną na sobie sukienkę,
ponieważ miałam iść na urodziny do koleżanki z klasy. Moje blond loki spięte w
kok bezwładnie opadały na oczy, a w głowie krążyło wiele złych myśli. ‘Dlaczego
Artura jeszcze nie ma?’, ‘Co się stało?’, ‘Gdzie on jest?’ Mieliśmy się spotkać
u mnie w domu, a moja mama zawieść nas na urodziny. Do pokoju weszła właśnie rodzicielka.
- Kochanie możemy już jechać?
- Możemy poczekać jeszcze trochę?
- To nie ma sensu. Jeśli Artur do tej pory jeszcze nie przyszedł to już
się nie pojawi. Zbieraj się kochanie.
Miałam mieszane uczucia. Nie chciałam iść na te urodziny bez mojego najlepszego
przyjaciela, ale nie chciałam zawieść koleżanki. Niechętnie wstałam z łóżka i
ruszyłam w stronę samochodu. Na urodzinach nie bawiłam się dobrze. Ciągle
myślałam co mogło się stać, że Artur nie przyszedł. W końcu nadszedł koniec
imprezy. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu, aby porozmawiać z
Arturem. Kiedy podjechaliśmy pod mój dom szybko wyskoczyłam z samochodu i
pobiegłam do drzwi przyjaciela. Otworzyła mi babcia Artura.
- Dzień dobry. Mogę porozmawiać z Ar…- nie zdążyłam dokończyć.
- To ty nic nie wiesz?
- A niby co?
- Artur wyjechał wczoraj z rodzicami do Londynu.
- A wie pani kiedy wrócą?
- Nigdy.
- Jak to?
- Rodzice Artura nie mogli znaleźć w Polsce pracy, a przyjaciel mojego
syna zaproponował mu bardzo dobrze płatną pracę. Przykro mi, że dowiadujesz się
w taki sposób.
Nie mogłam uwierzyć w to co słyszałam. Jak on mógł mi nic nie powiedzieć?
Wyjechać bez pożegnania. Nie potrafiłam mu wybaczyć. Wróciłam do domu. Opadłam
na łóżko i popadłam w ramiona Morfeusza. Kiedy obudziła się rano nie wiedziałam
co mam ze sobą zrobić. Sobota była naszym dniem wypadu do lasu. Mieliśmy tam
naszą kryjówkę. Kiedyś bawiliśmy się tam
w Robinsona Kruzo, Tarzana lub innych
bohaterów leśnych. Nie mając innego pomysłu ruszyłam do lasu. Ze łzami w oczach
usiadłam na ziemi. Otworzyłam pudełko z naszymi pamiątkami. Było tam coś czego
wcześnie nie zauważyłam. Duża biała kartka z zapisaną stroną czarnych
starannych liter. Powoli przeczytałam list. Artur wyjaśniał tam dlaczego tak
postąpił. Nie potrafił mi tego powiedzieć prosto w oczy. Wiedział, że będę
cierpieć. I tak też się stało. Artur próbował się ze mną kontaktować, ale ja
nie potrafiłam mu wybaczyć. Nie mogłam spojrzeć mu w twarz i powiedzieć, że
wszystko jest dobrze. Nie mogłam. Kiedy już wszystko sobie przemyślałam było
już za późno. Artur znowu się przeprowadził. Jego tata zdradził jego mamę i
wyprowadzili się. Ja znowu się załamałam. Próbowałam go odnaleźć, ale z marnym
skutkiem. Jego babcia zapadła w śpiączkę wywołana wstrząsem anafilaktycznym.
Miałam nadzieję, że może przyjedzie ją odwiedzić, ale on ani razu się nie
pojawił. Z tego co potem się dowiedziałam jego mama ponownie wyszła za mąż, a
Artur miał nowego brata. Nawet nie wiem jak się nazywał.
Wciąż
bolała mnie myśl, że mój najlepszy przyjaciel mnie zostawił. Momentami
chciałabym wszystko rzucić i odnaleźć go. Ale jak? To wciąż pozostawało dla
mnie zagadką. Wciąż nie potrafiłam mu wybaczyć tego, że mnie zostawił, lecz ciągle
pozostawał moim przyjacielem. Nie potrafiłam wymazać go z pamięci. Zawsze zajmował
i będzie zajmował znaczną jego część. Nigdy go stamtąd nie wyrzucę. Na zawsze
pozostanie moim przyjacielem, moim bratem.
- Nie masz
w życiu łatwo. – powiedział Lou. – Dobra na poprawę humoru zabieram cię w moje
magiczne miejsce.
Pojechaliśmy,
gdzieś na obrzeża Londynu. Po drodze zrobiliśmy zakupy. Bardzo cieszyłam się,
że spędzę trochę czasu z Louisem. Znałam go tak krótko, a traktowałam już jako
przyjaciela. Wątpiłam, żeby on traktował mnie w ten sam sposób. Nadzieja matką
głupich. Z pewnością miał wielu wspaniałych przyjaciół i taka szara myszka jak
ja nie jest mu do niczego potrzebna. Może i stracił teraz najlepszego
przyjaciela, ale sławna osoba nigdy nie jest sama.
Wysiedliśmy
na jakieś polanie pod lasem.
- Gdzie
jesteśmy? – zapytałam
- Witaj w
moim świętym miejscu. Głębiej w lesie jest mały domek.
W milczeniu
poszliśmy leśną ścieżką.
- Kiedy
wyjeżdżasz? – zapytał nagle Lou.
- Pod
koniec tygodnia.
- Szkoda,
że tak szybko.
- Zawsze
możemy pogadać przez Skype.
I znowu
zapanowałam błoga cisza. Tylko na czubkach drzew od czasu do czasu odzywały się
ptaki. Zawsze lubiłam chodzić po lesie i słuchać odgłosów dzikich zwierząt.
Dziadek zabierał mnie ze sobą na grzyby, często zbierałam te trujące.
- Jesteś
moją jedyną przyjaciółką. – powiedział nagle Louis. Nie miałam pojęcia co mu
odpowiedzieć. Po mojej głowie krążyło wiele odpowiedzi, lecz żadna nie wydawał
się odpowiednia. Louis Tomlinson uważał mnie za swoją przyjaciółkę. Nie mogłam
uwierzyć własnym uszom. Do tej pory mogłabym tylko o tym marzyć.
- Dziękuję.
– powiedziałam. – Ty też jesteś moim przyjacielem. Jeszcze nikomu nie mówiłam o
swoich uczuciach tak otwarcie, w zasadzie nikomu nie mówiłam tego co czuję.
- A ja
jeszcze nikogo tutaj nie przywiozłem.
- Czuję się
zaszczycona. – doszliśmy do małego drewnianego domku.
- Tutaj
jest pięknie.
- Wiem. –
uśmiechną się pokazując swoje równe śnieżnobiałe zęby. Musiałam przyznać, że
był cholernie przystojny. Nagle moje serce przypomniało sobie o Kamilu. Chcę
się od niego uwolnić, być wolna, żyć beztrosko, nie martwić się o niego. Miałam
już tego dość. Chcę być taka jak inne nastolatki, cieszyć się życiem, chwilą.
Po prostu nie potrafiła zostawić za sobą przeszłości i żyć teraźniejszością. Za
dużo dla mnie znaczyła, żeby porzucić ją bezpowrotnie. Nie miałam na tyle
odwagi, aby Kamil stał się przeszłością. Tak cholernie chciałam żeby był przy
mnie i kochał mnie, ale to były tylko moje skryte marzenia.
- Chodź. –
Louis pociągnął mnie w stronę drzwi. Zwykły domek, nie wyróżniał się niczym
szczególnym, a wywoływał u mnie zachwyt. Usiadłam na kanapie oglądając
wszystkie obrazy po kolei. Louis usiadł obok mnie.
- I jak ci
się podoba?
- Tu jest
niesamowicie. Dziękuję, że mnie tutaj przywiozłeś.
-
Zostaniesz ze mną tutaj do jutra?
- Nie wiem…
rodzice czekają na mnie w hotelu… - głupio mi było mu odmawiać. – dobra wiesz
co… zadzwonię do nich. Nie mogą mi zabronić, bo jestem już dorosła.
Rodzice
mieli wyrzuty, ale nie zabronili mi. Cieszyłam się z tego powodu. Nie lubiłam
się z nimi kłócić, ale niestety czasami było to konieczne.
- Chcesz
wina? – zawołał Lou z kuchni.
- Tak. –
odpowiedziałam lakonicznie. Spędziliśmy z Lou miły wieczór na opowieściach z
dzieciństwa, śmiesznych wydarzeniach z naszego życia.
"od czasu do czasu odzywały się ptaki. Zawsze lubiłam [...]słuchać odgłosów dzikich zwierząt." hahahhahahah...! jebłam i już nie wstane xD a co do rozdziału to asgftsdjkdopushgoiiurehlkpg *.* czekam na następny ;* <33
OdpowiedzUsuń'Otwieram wino ze swoją dziewczyną'. Właśnie to przyszło mi do głowy pod koniec opowiadania. Ahahahaha! Muszę przyznać, ze z rozdziału na rozdział historia Sandry staje się coraz ciekawsza, nabiera takiego pędu w świat marzeń dziewczyny. Mam nadzieję, ze bohaterka zapomni w końcu o Kamilu, który jak widać bardzo ją zranił. Nienawidzę takich idiotów. -.- Mam nadzieję, że dodasz rozdział jak najszybciej, a jeśli nie to wiedz, ze wiem gdzie mieszkasz i nie zawaham się użyć tej informacji do mojego zacnego planu. xD I tak grożę Ci. :D
OdpowiedzUsuńP.S. Rozdział jest olśniewający niczym księżyc w pełni. ♥
Jestę Filozoffę.
coraz bardziej wciąga mnie historia Sandry. Chociaż Kamil jeszcze nie pojawił się w opowiadaniu osobiście (mam nadzieję, że wiesz co mam na myśli) tylko w wspomnieniach bohaterki, to już go nie lubię. Mam nadzieję, że uwolni się od wspomnień z nim związanych. A Artur brak komentarza. Jak on mógł ją tak zostawić? Ale obaj to mężczyźni, a faceci to świnie.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.