Życie
czasami sprawia niespodzianki, ale nie są one tak idealne jakby się nam
wydawało. Dążymy do szczęścia za wszelką cenę, a ono i tak nie przychodzi. A co
to w ogóle znaczy szczęście? Kochać? Być kochanym? Mieć przyjaciół? Być
bogatym? Szczęście jest rozumiane na wiele sposobów, zawsze inaczej. Ludzie
oczekują od losu coraz więcej, a sami nic nie dają. Chcą brać, a nie potrafią
pomóc drugiej osobie. Sama nie jestem idealna… nikt nie jest, ale najprościej
jest znaleźć wadę u drugiej osoby. Wszyscy łakną szczęścia, chcąc uciec od
problemów, codziennej rutyny. Ja to rozumiem, ale żeby być szczęśliwym trzeba wiedzieć
co to cierpienie. Cierpiałam w samotności nie mając bliskiej mi osoby, której
mogłabym wyżalić swoje smutki.
- Jak się
czujesz? – zapytałam się Artura.
- Dobrze.
Ile razy mam ci to jeszcze powiedzieć? – zaśmiał się.
- Tak długo
aż ci uwierzę.
- Czuję się
dobrze, wspaniale, niesamowicie… Wierzysz mi już?
- Tak.
Stęskniłam
się za nim. Za jego śmiechem, dotykiem. Zawsze był dla mnie ostoją w bólu.
Wiedział jak mnie pocieszyć, ale potem mnie zostawił. Porzucił jak
bezwartościowego śmiecia. Ale czas już przebaczyć. Pójść naprzód. Zapominając o
przeszłości zapomnę również o Kamilu. O wspólnie spędzonych chwilach. O uśmiechu
na mojej twarzy, który spowodowywał. Zapominając o bólu zapomnę o szczęściu.
Miłość jest pięknym uczuciem, które nie zdarza się często. Zazwyczaj myślimy,
że to właśnie miłość, a to tylko zwykłe zauroczenie. Pakując się w ten głupi
związek z Kamilem wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale byłam na to
przygotowana. Nie mogę pojąć dlaczego on mnie zostawił. Nie byłam dla niego
wystarczająco dobra, za mało go kochałam? Momentami chciałam mu powiedzieć, że go kocham i zrobię dla
niego wszystko, ale strach mnie paraliżował. Bałam się, że znowu mnie skrzywdzi
mówiąc, że nic dla niego nie znaczę. Tak cholernie bardzo chciałam go dotknąć.
Ile razy widząc go na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek byłam wstanie podbiec do
niego uderzyć go, a potem przytulić. Ile razy marzyłam, że znowu będziemy razem
chodzić po mieście trzymając się za ręce i cały świat nie istniałby dla nas.
Tak bardzo potrzebowałam uścisku jego dłoni, jego warg delikatnie muskających
moje. Takich na ogół wydających się zwyczajnych gestów. Ich zawsze najbardziej
brakuje. One przepadły już bezpowrotnie.
- Co się
tak zamyśliłaś?
- A nie,
nic. Tak jakoś. Mogę cię o coś zapytać?
- Dajesz…
- Dlaczego?
– wydobyłam z siebie jedno słowo, które przyniosło mi tylko ból, przypominało
jak się czułam.
- Bałem się.
Myślałem, że szybko wyzdrowieję i wrócę do ciebie. Nie chciałem, żebyś widziała
jak z czasem mam coraz mniej sił. Chciałem, żebyś zapamiętała mnie
uśmiechniętego, pełnego energii. Myślisz, że nie było mi łatwo zostawić ciebie,
babcię, wszystko co było dla mnie najważniejsze i zmierzyć się z chorobą, która
powoli mnie zabija. Ale wiedziałem, że muszę dać radę, dla ciebie… dla nas. –
jego głos łamał się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem. Z naszych
oczu popłynęły łzy. Przywarłam całym swoim ciałem do jego ciała. Byliśmy zwarci
w uścisku i nic poza nami się nie liczyło. Byliśmy tylko my. Mój świat nabrał
kolorów, kiedy poznałam Louisa. Dzięki
niemu spotkało mnie tyle dobrego.
-
Chciałabym ci kogoś przedstawić. – powiedziałam już z uśmiechem na twarzy.
- Mam się
bać?
- Nie, ale
to dopiero jutro. Bądź przygotowany.
- Postaram
się.
- Dobra, ja
już lecę, bo muszę coś jeszcze załatwić.
- Do jutra.
– zawołał za mną Artur, ale mnie już nie było w pokoju. Szłam ulicami Londynu
myśląc jak przekonać Lou do wizyty w szpitalu. Mówił mi niejednokrotnie, że nie
chce poznawać Artura, że boi się szpitali, ale nigdy nie podał konkretnego
powodu. Nie wierzyłam w to. Miał zdradzający go trik – mrużył oczy. Kiedy
mówił, że czuje się dobrze mrużył oczy, kiedy mówił, że nie tęskni za Harrym i
Eleanor mrużył oczy. Może mówił tyle
kłamstw, bo bał się prawdy. Tak bardzo chciał i chce wierzyć w to, że jeszcze
nie tak dawno bliskie mu osoby, nie są mu już do niczego potrzebne. Rozum
chciał w to wierzyć, ale serce uporczywie trzymało się wspomnień. Wolało się ranić, niż zapomnieć o bolesnych
wspomnieniach. Ale nie ma się co oszukiwać… on nigdy nie zapomni, a na jego
sercu pozostanie jedynie blizna. Chciałam pokazać Louisowi, że nawet jeśli
świat wali się i pali na głowę trzeba znaleźć w sobie siłę i walczyć. Tak jak
Artur, który walczył dla mnie, żeby wrócić do Polski i powiedzieć mi, że
wszystko jest dobrze. Walczył i nie poddawał się. Ja wierzę, że on z tego
wyjdzie, że oboje wyjdą na prostą. Oddałabym wszystko, żeby dwie najważniejsze
osoby w moim życiu były szczęśliwe. Jeśli kocha się osobę, poruszy się niebo i
ziemię, aby pojawił się na jego ustach uśmiech. Ja byłam w stanie rzucić
wszystko, żeby tak też się stało. Chciałam zobaczyć dwa najpiękniejsze uśmiechy
na świecie. Pogrążona myślami weszłam do domu. Zdziwił mnie fakt siedzącego Lou
na kanapie, oglądającego stare zdjęcia.
- Co tam
masz? – zaciekawiłam się i wyrwałam mu jedno z ręki. Był tam mały Louis z
pieluchą na głowie i ręką uniesioną w górze.
- Oddaj to!
– oburzył się.
- Masz
takich więcej?
- Musisz
sobie zasłużyć, żeby je zobaczyć. Na razie nie jesteś tego godna. Musisz mi
zrobić obiad.
- Ładnie
mnie tak wykorzystywać?
-
Nieładnie, ale dla dobrego obiadu zrobię wszystko.
- Dobra, co
chcesz? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Pizze.
- To bierz
telefon i dzwoń.
- Jest w
sypialni na górze, a mnie się nie chce wstawać.
- Ahm… jaką
chcesz? – zapytałam wyjmując telefon z torebki.
-
Obojętnie, byle dużą.
-
Wegetariańska?
- Może być.
Wykręciłam
numer najlepszej pizzerii, a po chwili odezwał się mężczyzna i przyjął
zamówienie.
- Będzie za
15 minut.
- Tak długo
?!
- Musisz
wytrzymać.
Usiadłam
obok Louisa i zaczęłam oglądać zdjęcia. Miał szczęśliwe dzieciństwo, mimo że
jego rodzice się rozwiedli oboje bardzo go kochali. Zawsze miał przy sobie
dziadków, którzy kochali go ponad wszystko. Zrobiliby co w ich mocy by ich mały
Boo Bear był szczęśliwy. Zazdrościłam mu tego. Moi dziadkowie nie utrzymywali z
nami kontaktów. Przysyłali jedynie kartki na urodziny. Rodzice nigdy nie
chcieli wyjaśnić całej tej sytuacji. Mówili, że babcia z dziadkiem mieszkają
bardzo daleko. A rodzicie mamy zmarli kilkanaście lat temu w wypadku
samochodowym. Miałam wtedy 2 latka, więc nie pamiętam ich. Jedynie ze zdjęć,
które w ogromnej ilości zajmują nasz dom. Zatrzymane twarze na kawału papieru
wisiały na każdej ścianie domu. Rodzice chcieli, żeby otaczali nas w każdej
sekundzie naszego życia. Chcieli, abyśmy z Mateuszem czuli ich obecność i
pamiętali o nich. Ale to i tak nic nie dawało. Czułam się w tych czterech
ścianach samotna. Kiedy patrzyłam na te zdjęcia miałam przed oczami moją mamę.
Babcia miała te same oczy co moja rodzicielka, zaś po dziadku odziedziczyła
uśmiech i nos. Była do nich strasznie podobna. Zawsze chciałam poznać moją całą
rodzinę. Lou miał szczęście, że otaczali go ludzie, którym na nim zależy.
- Tanio
oddałeś mi swój honor. – zaśmiałam się pokazując mu kolejne kompromitujące
zdjęcie.
- Kiedy jestem głody dla jedzenia zrobię
wszystko.
-
Zapamiętam sobie.
Do drzwi
zadzwonił właśnie dostawca pizzy.
- Idź
otworzyć. – poprosił Lou.
- Dobra,
ale ty płacisz.
- Portfel
jest na szafce przy drzwiach.
Otworzyłam
masywne drzwi, a wtedy wszystkie wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą.
Wszystkie razem spędzone chwile. Radość, ból, cierpienie. Oboje staliśmy
wpatrując się w siebie nie wierząc w to co widzimy. Dlaczego on znowu wkracza w
moje życie? Akurat teraz, kiedy chciałam o nim zapomnieć!?
- Cześć. –
wyjąkał.
- Ile
jestem winna? – zapytałam nie patrząc na niego. Bałam się, że wszystko powróci
i znowu będę tęsknić.
- 8 funtów.
- Idziesz
już?! – zawołał Lou biegnąc w moją stronę.
- Nooo… nie
ładnie… - zaśmiał się Boo Bear. – Ja tam czekam, umieram z głodu, a ty tutaj
sobie pogaduszki urządzasz.
- To jest
Kamil. – powiedziałam nie patrząc na żadnego z nich. Czułam ich rażący wzrok na
moim ciele.
- Ahhh.. –
westchnął Lou. – Żegnamy pana.
- Chwila…
może pójdziemy kiedyś razem na kawę? – zapytał Kamil nie patrząc na Lou, który
wyraźnie nie chciał jego obecności w domu.
- Ona
nigdzie z tobą nie pójdzie! – powiedział stanowczo Louis. Martwił się o mnie.
Chciał dla mnie jak najlepiej. Troszczył się o mnie. Nie tylko ja chciałam, żeby mój przyjaciel był
szczęśliwy.
- Może
Sandra o tym zadecyduje! – podniósł głos Kamil.
- Nie. –
wypowiedziane prze mnie słowa trafiły do mojego serca powodując niewyobrażalny
ból. Chciałam się z nim spotkać, ale bałam się, że znowu mnie zrani. Nie
potrafiłam usiąść z nim przy jednym stoliku i rozmawiać z nim jakby nigdy nic.
Od naszego rozstania dużo się zmieniło. Dzisiaj idąc ze szpitala, postanowiłam
zapomnieć o nim raz na zawsze, a on znowu wkracza w moje życie. Teraz, kiedy
chciałam o nim zapomnieć. A może popełniłam błąd odmawiając. Arturowi dałam
drugą szansę i nie żałuję. Może powinnam też dać ją Kamilowi. NIE! Muszę
wierzyć, że podjęłam właściwą decyzję. Zamykając drzwi, zamknęłam stary
rozdział mojego życia. Chciałam teraz być szczęśliwą osobą. Wiedziałam, że mogę
taka być tutaj w Londynie. Razem z Lou i Arturem.
- Louis… -
zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Pójdziesz
jutro ze mną do szpitala?
- Po co?
- Chcę
żebyś poznał Artura. To ty go odnalazłeś.
- Nie chcę
żeby o tym wiedział.
- Nikt nie
musi mu o tym mówić. To będzie nasza tajemnica. – obiecałam.
Tommo po
bardzo długich namowach zgodził się. Nie jest łatwo przekonać tego uparciucha
do swoich racji. Potrafił nieźle się bronić. Ale w końcu mi uległ. Jutro razem
idziemy odwiedzić Artura. Bardzo bym chciała, żeby się poznali. Byli oni
najważniejszymi osobami w moim życiu. Bez nich moje życie straciło by
jakikolwiek sens. Dzięki nim wiedziałam, że mogę osiągnąć wszystko. Mogłam
sięgnąć nieba. Przy nich wszystko wydawało się prostsze. Nie musiałam się o nic
martwić, bo wiedziałam, że mam kogoś bliskiego, kto zawsze mi pomoże. Mogłam na
nich liczyć. Byli moją rodziną, chociaż nie łączyły nas żadne więzy krwi. Stali
się moimi przyjaciółmi. Każdego dnia dziękowałam Bogu, że na mojej drodze
postawił mi właśnie ich. Rozświetlali szare dni, kiedy chciałam się poddać, oni
byli przy mnie. Bez nich moje życie wyglądało by całkiem inaczej. Taki szary,
nudny? Jeszcze do niedawna właśnie taki mi się wydawał, ale teraz już wiem, że
źle na to wszystko patrzyłam. Użalałam się nad sobą, zamiast wziąć się w garść.
Mówiąc krótko KOCHAM ICH. Za to, że są i
chcą być przy mnie. Louisa znam bardzo krótko, ale ufam mu. Nie boję się
wyjawić mu moich tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Tommo
przechodził teraz trudne chwile. Potrzebował osób, które uwierzyłyby w niego.
Lou najbardziej z zespołu ufał Harremu, a on go zranił. Nigdy jakoś specjalnie
nie przyjaźnił się z resztą. Łączyły ich tylko sprawy zawodowe. Oczywiście nie
byli sobie obojętni, ale każdy miał własne życie i własny przyjaciół. Ale teraz
kiedy zespół może się rozpaść chłopcy mówią, że Harry i Louis mają załatwić
sprawę między sobą. Teraz kiedy Lou potrzebował ich wsparcia oni odwrócili się
od niego, pozostawiając go samego ze swoimi problemami. Wiedząc, że Louis jest
uczuciowy i wszystko przechodzi z zdwojoną siłą zostawili go. Może mieli
nadzieję, że cała ta sprawa rozejdzie się po kościach. Ale jak najlepszy
przyjaciel może przespać się z jego dziewczyną? Ciekawe jak oni zareagowaliby
na coś takiego. Ten na ogół wydający się olewający wszystko chłopak, tak
naprawdę nie może poradzić sobie ze swoimi problemami, które przytłaczają go z
każdej strony. Próbuje stawiać im czoła, ale jest zbyt słaby. Teraz muszę być
silna dla niego i dla Artura. Obaj potrzebują mojego wsparcia. A jeśli ja
jeszcze będę się nad sobą użalać będziemy trójką najbardziej nieszczęśliwych
osób na świecie. Muszę mieć nadzieję za troje. Moi przyjaciele muszą wiedzieć,
że mają we mnie wsparcie. Od dzisiaj jestem silną kobietą!
***********
W końcu uporałam się z kolejnym rozdziałem. Ostatnimi czasy opuściła mnie kompletnie wena. Mam nadzieję, że się spodoba, chociaż mnie on nie satysfakcjonuje.
cuuuuuuuuuudowny! mam nadzieje, że następny dodasz szybciej :)
OdpowiedzUsuń.
OdpowiedzUsuńnsdvjjsbjknbe ;avnjwv boski. ☻
Usuńhahahahahahaha! Julianno! nasza kropeczka xD
UsuńNominuję twojego bloga do Versatile Blogger Award :) więcej informacji tu -----> http://nobody-is-a-hero.blogspot.com/2013/03/versatile-blogger-award-no-wiec-moj.html#comment-form
OdpowiedzUsuń