wtorek, 5 lutego 2013

rozdział 5.



Życie czasami sprawia niespodzianki, ale nie są one tak idealne jakby się nam wydawało. Dążymy do szczęścia za wszelką cenę, a ono i tak nie przychodzi. A co to w ogóle znaczy szczęście? Kochać? Być kochanym? Mieć przyjaciół? Być bogatym? Szczęście jest rozumiane na wiele sposobów, zawsze inaczej. Ludzie oczekują od losu coraz więcej, a sami nic nie dają. Chcą brać, a nie potrafią pomóc drugiej osobie. Sama nie jestem idealna… nikt nie jest, ale najprościej jest znaleźć wadę u drugiej osoby. Wszyscy łakną szczęścia, chcąc uciec od problemów, codziennej rutyny. Ja to rozumiem, ale żeby być szczęśliwym trzeba wiedzieć co to cierpienie. Cierpiałam w samotności nie mając bliskiej mi osoby, której mogłabym wyżalić swoje smutki.
- Jak się czujesz? – zapytałam się Artura.
- Dobrze. Ile razy mam ci to jeszcze powiedzieć? – zaśmiał się.
- Tak długo aż ci uwierzę.
- Czuję się dobrze, wspaniale, niesamowicie… Wierzysz mi już?
- Tak.
Stęskniłam się za nim. Za jego śmiechem, dotykiem. Zawsze był dla mnie ostoją w bólu. Wiedział jak mnie pocieszyć, ale potem mnie zostawił. Porzucił jak bezwartościowego śmiecia. Ale czas już przebaczyć. Pójść naprzód. Zapominając o przeszłości zapomnę również o Kamilu. O wspólnie spędzonych chwilach. O uśmiechu na mojej twarzy, który spowodowywał. Zapominając o bólu zapomnę o szczęściu. Miłość jest pięknym uczuciem, które nie zdarza się często. Zazwyczaj myślimy, że to właśnie miłość, a to tylko zwykłe zauroczenie. Pakując się w ten głupi związek z Kamilem wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale byłam na to przygotowana. Nie mogę pojąć dlaczego on mnie zostawił. Nie byłam dla niego wystarczająco dobra, za mało go kochałam? Momentami chciałam  mu powiedzieć, że go kocham i zrobię dla niego wszystko, ale strach mnie paraliżował. Bałam się, że znowu mnie skrzywdzi mówiąc, że nic dla niego nie znaczę. Tak cholernie bardzo chciałam go dotknąć. Ile razy widząc go na ulicy, w sklepie, gdziekolwiek byłam wstanie podbiec do niego uderzyć go, a potem przytulić. Ile razy marzyłam, że znowu będziemy razem chodzić po mieście trzymając się za ręce i cały świat nie istniałby dla nas. Tak bardzo potrzebowałam uścisku jego dłoni, jego warg delikatnie muskających moje. Takich na ogół wydających się zwyczajnych gestów. Ich zawsze najbardziej brakuje. One przepadły już bezpowrotnie.
- Co się tak zamyśliłaś?
- A nie, nic. Tak jakoś. Mogę cię o coś zapytać?
- Dajesz…
- Dlaczego? – wydobyłam z siebie jedno słowo, które przyniosło mi tylko ból, przypominało jak się czułam.
- Bałem się. Myślałem, że szybko wyzdrowieję i wrócę do ciebie. Nie chciałem, żebyś widziała jak z czasem mam coraz mniej sił. Chciałem, żebyś zapamiętała mnie uśmiechniętego, pełnego energii. Myślisz, że nie było mi łatwo zostawić ciebie, babcię, wszystko co było dla mnie najważniejsze i zmierzyć się z chorobą, która powoli mnie zabija. Ale wiedziałem, że muszę dać radę, dla ciebie… dla nas. – jego głos łamał się coraz bardziej z każdym wypowiedzianym słowem. Z naszych oczu popłynęły łzy. Przywarłam całym swoim ciałem do jego ciała. Byliśmy zwarci w uścisku i nic poza nami się nie liczyło. Byliśmy tylko my. Mój świat nabrał kolorów, kiedy poznałam Louisa.  Dzięki niemu spotkało mnie tyle dobrego.
- Chciałabym ci kogoś przedstawić. – powiedziałam już z uśmiechem na twarzy.
- Mam się bać?
- Nie, ale to dopiero jutro. Bądź przygotowany.
- Postaram się.
- Dobra, ja już lecę, bo muszę coś jeszcze załatwić.
- Do jutra. – zawołał za mną Artur, ale mnie już nie było w pokoju. Szłam ulicami Londynu myśląc jak przekonać Lou do wizyty w szpitalu. Mówił mi niejednokrotnie, że nie chce poznawać Artura, że boi się szpitali, ale nigdy nie podał konkretnego powodu. Nie wierzyłam w to. Miał zdradzający go trik – mrużył oczy. Kiedy mówił, że czuje się dobrze mrużył oczy, kiedy mówił, że nie tęskni za Harrym i Eleanor mrużył oczy.  Może mówił tyle kłamstw, bo bał się prawdy. Tak bardzo chciał i chce wierzyć w to, że jeszcze nie tak dawno bliskie mu osoby, nie są mu już do niczego potrzebne. Rozum chciał w to wierzyć, ale serce uporczywie trzymało się wspomnień. Wolało  się ranić, niż zapomnieć o bolesnych wspomnieniach. Ale nie ma się co oszukiwać… on nigdy nie zapomni, a na jego sercu pozostanie jedynie blizna. Chciałam pokazać Louisowi, że nawet jeśli świat wali się i pali na głowę trzeba znaleźć w sobie siłę i walczyć. Tak jak Artur, który walczył dla mnie, żeby wrócić do Polski i powiedzieć mi, że wszystko jest dobrze. Walczył i nie poddawał się. Ja wierzę, że on z tego wyjdzie, że oboje wyjdą na prostą. Oddałabym wszystko, żeby dwie najważniejsze osoby w moim życiu były szczęśliwe. Jeśli kocha się osobę, poruszy się niebo i ziemię, aby pojawił się na jego ustach uśmiech. Ja byłam w stanie rzucić wszystko, żeby tak też się stało. Chciałam zobaczyć dwa najpiękniejsze uśmiechy na świecie. Pogrążona myślami weszłam do domu. Zdziwił mnie fakt siedzącego Lou na kanapie, oglądającego stare zdjęcia.
- Co tam masz? – zaciekawiłam się i wyrwałam mu jedno z ręki. Był tam mały Louis z pieluchą na głowie i ręką uniesioną w górze.
- Oddaj to! – oburzył się.
- Masz takich więcej?
- Musisz sobie zasłużyć, żeby je zobaczyć. Na razie nie jesteś tego godna. Musisz mi zrobić obiad.
- Ładnie mnie tak wykorzystywać?
- Nieładnie, ale dla dobrego obiadu zrobię wszystko.
- Dobra, co chcesz? – zapytałam z uśmiechem na twarzy.
- Pizze.
- To bierz telefon i dzwoń.
- Jest w sypialni na górze, a mnie się nie chce wstawać.
- Ahm… jaką chcesz? – zapytałam wyjmując telefon z torebki.
- Obojętnie, byle dużą.
- Wegetariańska?
- Może być.
Wykręciłam numer najlepszej pizzerii, a po chwili odezwał się mężczyzna i przyjął zamówienie.
- Będzie za 15 minut.
- Tak długo ?!
- Musisz wytrzymać.
Usiadłam obok Louisa i zaczęłam oglądać zdjęcia. Miał szczęśliwe dzieciństwo, mimo że jego rodzice się rozwiedli oboje bardzo go kochali. Zawsze miał przy sobie dziadków, którzy kochali go ponad wszystko. Zrobiliby co w ich mocy by ich mały Boo Bear był szczęśliwy. Zazdrościłam mu tego. Moi dziadkowie nie utrzymywali z nami kontaktów. Przysyłali jedynie kartki na urodziny. Rodzice nigdy nie chcieli wyjaśnić całej tej sytuacji. Mówili, że babcia z dziadkiem mieszkają bardzo daleko. A rodzicie mamy zmarli kilkanaście lat temu w wypadku samochodowym. Miałam wtedy 2 latka, więc nie pamiętam ich. Jedynie ze zdjęć, które w ogromnej ilości zajmują nasz dom. Zatrzymane twarze na kawału papieru wisiały na każdej ścianie domu. Rodzice chcieli, żeby otaczali nas w każdej sekundzie naszego życia. Chcieli, abyśmy z Mateuszem czuli ich obecność i pamiętali o nich. Ale to i tak nic nie dawało. Czułam się w tych czterech ścianach samotna. Kiedy patrzyłam na te zdjęcia miałam przed oczami moją mamę. Babcia miała te same oczy co moja rodzicielka, zaś po dziadku odziedziczyła uśmiech i nos. Była do nich strasznie podobna. Zawsze chciałam poznać moją całą rodzinę. Lou miał szczęście, że otaczali go ludzie, którym na nim zależy.
- Tanio oddałeś mi swój honor. – zaśmiałam się pokazując mu kolejne kompromitujące zdjęcie.
-  Kiedy jestem głody dla jedzenia zrobię wszystko.
- Zapamiętam sobie.
Do drzwi zadzwonił właśnie dostawca pizzy.
- Idź otworzyć. – poprosił Lou.
- Dobra, ale ty płacisz.
- Portfel jest na szafce przy drzwiach.
Otworzyłam masywne drzwi, a wtedy wszystkie wspomnienia powróciły ze zdwojoną siłą. Wszystkie razem spędzone chwile. Radość, ból, cierpienie. Oboje staliśmy wpatrując się w siebie nie wierząc w to co widzimy. Dlaczego on znowu wkracza w moje życie? Akurat teraz, kiedy chciałam o nim zapomnieć!?
- Cześć. – wyjąkał.
- Ile jestem winna? – zapytałam nie patrząc na niego. Bałam się, że wszystko powróci i znowu będę tęsknić.
- 8 funtów.
- Idziesz już?! – zawołał Lou biegnąc w moją stronę.
- Nooo… nie ładnie… - zaśmiał się Boo Bear. – Ja tam czekam, umieram z głodu, a ty tutaj sobie pogaduszki urządzasz.
- To jest Kamil. – powiedziałam nie patrząc na żadnego z nich. Czułam ich rażący wzrok na moim ciele.
- Ahhh.. – westchnął Lou. – Żegnamy pana.
- Chwila… może pójdziemy kiedyś razem na kawę? – zapytał Kamil nie patrząc na Lou, który wyraźnie nie chciał jego obecności w domu.
- Ona nigdzie z tobą nie pójdzie! – powiedział stanowczo Louis. Martwił się o mnie. Chciał dla mnie jak najlepiej. Troszczył się o mnie. Nie tylko  ja chciałam, żeby mój przyjaciel był szczęśliwy.
- Może Sandra o tym zadecyduje! – podniósł głos Kamil.
- Nie. – wypowiedziane prze mnie słowa trafiły do mojego serca powodując niewyobrażalny ból. Chciałam się z nim spotkać, ale bałam się, że znowu mnie zrani. Nie potrafiłam usiąść z nim przy jednym stoliku i rozmawiać z nim jakby nigdy nic. Od naszego rozstania dużo się zmieniło. Dzisiaj idąc ze szpitala, postanowiłam zapomnieć o nim raz na zawsze, a on znowu wkracza w moje życie. Teraz, kiedy chciałam o nim zapomnieć. A może popełniłam błąd odmawiając. Arturowi dałam drugą szansę i nie żałuję. Może powinnam też dać ją Kamilowi. NIE! Muszę wierzyć, że podjęłam właściwą decyzję. Zamykając drzwi, zamknęłam stary rozdział mojego życia. Chciałam teraz być szczęśliwą osobą. Wiedziałam, że mogę taka być tutaj w Londynie. Razem z Lou i Arturem.
- Louis… - zaczęłam niepewnie.
- Tak?
- Pójdziesz jutro ze mną do szpitala?
- Po co?
- Chcę żebyś poznał Artura. To ty go odnalazłeś.
- Nie chcę żeby o tym wiedział.
- Nikt nie musi mu o tym mówić. To będzie nasza tajemnica. – obiecałam.
Tommo po bardzo długich namowach zgodził się. Nie jest łatwo przekonać tego uparciucha do swoich racji. Potrafił nieźle się bronić. Ale w końcu mi uległ. Jutro razem idziemy odwiedzić Artura. Bardzo bym chciała, żeby się poznali. Byli oni najważniejszymi osobami w moim życiu. Bez nich moje życie straciło by jakikolwiek sens. Dzięki nim wiedziałam, że mogę osiągnąć wszystko. Mogłam sięgnąć nieba. Przy nich wszystko wydawało się prostsze. Nie musiałam się o nic martwić, bo wiedziałam, że mam kogoś bliskiego, kto zawsze mi pomoże. Mogłam na nich liczyć. Byli moją rodziną, chociaż nie łączyły nas żadne więzy krwi. Stali się moimi przyjaciółmi. Każdego dnia dziękowałam Bogu, że na mojej drodze postawił mi właśnie ich. Rozświetlali szare dni, kiedy chciałam się poddać, oni byli przy mnie. Bez nich moje życie wyglądało by całkiem inaczej. Taki szary, nudny? Jeszcze do niedawna właśnie taki mi się wydawał, ale teraz już wiem, że źle na to wszystko patrzyłam. Użalałam się nad sobą, zamiast wziąć się w garść. Mówiąc krótko KOCHAM ICH.  Za to, że są i chcą być przy mnie. Louisa znam bardzo krótko, ale ufam mu. Nie boję się wyjawić mu moich tajemnic, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego. Tommo przechodził teraz trudne chwile. Potrzebował osób, które uwierzyłyby w niego. Lou najbardziej z zespołu ufał Harremu, a on go zranił. Nigdy jakoś specjalnie nie przyjaźnił się z resztą. Łączyły ich tylko sprawy zawodowe. Oczywiście nie byli sobie obojętni, ale każdy miał własne życie i własny przyjaciół. Ale teraz kiedy zespół może się rozpaść chłopcy mówią, że Harry i Louis mają załatwić sprawę między sobą. Teraz kiedy Lou potrzebował ich wsparcia oni odwrócili się od niego, pozostawiając go samego ze swoimi problemami. Wiedząc, że Louis jest uczuciowy i wszystko przechodzi z zdwojoną siłą zostawili go. Może mieli nadzieję, że cała ta sprawa rozejdzie się po kościach. Ale jak najlepszy przyjaciel może przespać się z jego dziewczyną? Ciekawe jak oni zareagowaliby na coś takiego. Ten na ogół wydający się olewający wszystko chłopak, tak naprawdę nie może poradzić sobie ze swoimi problemami, które przytłaczają go z każdej strony. Próbuje stawiać im czoła, ale jest zbyt słaby. Teraz muszę być silna dla niego i dla Artura. Obaj potrzebują mojego wsparcia. A jeśli ja jeszcze będę się nad sobą użalać będziemy trójką najbardziej nieszczęśliwych osób na świecie. Muszę mieć nadzieję za troje. Moi przyjaciele muszą wiedzieć, że mają we mnie wsparcie. Od dzisiaj jestem silną kobietą! 

***********
W końcu uporałam się z kolejnym rozdziałem. Ostatnimi czasy opuściła mnie kompletnie wena. Mam nadzieję, że się spodoba, chociaż mnie on nie satysfakcjonuje. 

5 komentarzy:

  1. cuuuuuuuuuudowny! mam nadzieje, że następny dodasz szybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. nsdvjjsbjknbe ;avnjwv boski. ☻

      Usuń
    2. hahahahahahaha! Julianno! nasza kropeczka xD

      Usuń
  3. Nominuję twojego bloga do Versatile Blogger Award :) więcej informacji tu -----> http://nobody-is-a-hero.blogspot.com/2013/03/versatile-blogger-award-no-wiec-moj.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń

rozdziały